26 czerwca brytyjski nadzór finansowy wydał ostrzeżenie dotyczące Binance – jednej z największych giełd kryptowalut na świecie. Przed tą giełdą ostrzega także japoński regulator. Słowem – nie ma tygodnia, by na rynku krypto nie doszło do odpalenia czynnika regulacyjnego, prawnego lub medialnego, który nie miałby negatywnego wpływu na kurs bitcoina.
Dla coraz większej liczby ekspertów, czy też managerów sektora finansowego, obecna sytuacja może być określana mianem „zatrutej”. Jak mocno by się rynek kryptowalut nie starał, tak niestety nagromadzone grzechy branży, będą jej ciążyć. W tych warunkach twierdzenie, że BTC potrzebuje sanacji do dalszego wzrostu jest bliższe prawdzie od argumentacji, że przeciwności wynikają z niechęci, którą należy po prostu przełamać np. na niwie regulacyjnej.
Salwador szkodzi
Przykładem może być dychotomiczna interpretacja decyzji Salwadoru o przyjęciu BTC jako oficjalnego środka płatniczego. Dla branży krypto była to wiadomość pozytywna – dla wszystkich innych, co najmniej problemotwórcza i wymagająca sporych nakładów intelektualnych, by odczytać ją jako korzystną. Salwador bowiem to państwo trawione przez wysoki wskaźnik przestępczości i korupcji. Nagły wyłom w postaci przyjęcia BTC jako oficjalnego środka płatniczego, staje się zagrożeniem dla wymiany międzynarodowej, która zacznie postrzegać ten kraj jako słabe ogniwo w szczelności systemu finansowego.
Kolejne problemy to chińska polityka względem kryptowalut. W zasadzie, w ciągu zaledwie kilku tygodni, chiński ban odciął ważną część świata od możliwości nawet quasi legalnego rozwoju biznesu kryptowalutowego. Na podobny krok niebawem mogą zdecydować się też Indie, ale lista państw niechętnych kryptowalutom nie staje się coraz krótsza – nawet jeśli inni tolerują ten biznes, to prawdą jest, że ci, którzy tego nie robią – intensyfikują działania, które szkodzą kryptowalutom.
Sanacja BTC
Kontrowersje wokół kryptowalut potwierdzają, że reputacja w świecie finansów to jedno z najcenniejszych aktywów. Niedawna śmierć Johna McAfee – znanego orędownika rozwoju kryptowalut, czyni ten biznes sławniejszym, ale nie w takim rozumieniu, jaki zapewniłbym stabilny klimat dla wzrostu kursu. BTC nie służy też działalność Elona Muska, który jako demiurg rynku jednym tweetem mógł czynić ciułaczy bogaczami lub bankrutami.
Na koniec pozostają kwestie środowiskowe – kopanie BTC jest energochłonne, a kapitał intelektualny i potencjał przemysłowy, który w znacznym stopniu wykorzystywany jest wyłącznie do budowy alternatywnego rynku finansowego, a nie np. poprawy życia na ziemi, jest tym czynnikiem, który coraz bardziej przekonuje do porzucenia tego rollercastera. A już nawet sami zwolennicy kryptowalut coraz śmielej przekonują się do tezy, że jeśli te mają istnieć i rozwijać się dalej, to trzeba zrobić krok do tyłu i zacząć od nowa.
/LP